Pracownia Fotograficzna Iluzja

Sobotni poranek. Śniadanko. Kawa. Sprawdzenie adresów i ładowanie sprzętu. Standardowa procedura przedstartowa. Sierpniowe przedpołudnie miałem spędzić na przygotowaniach w Bielsku.
Jak to zwykle bywa wyjechałem z lekkim zapasem. Droga nie była daleka. Niestety musiałem wziąć poprawkę na objazdy, cóż na remonty nic człowiek nie poradzi. Nie mniej udało się dojechać bez przygód.
O dziwo nawet w okolicy bloku gdzie miało się odbyć błogosławieństwo, znalazło się miejsce parkingowe. Na razie szło gładko.
Kilkadziesiąt schodów do pokonania i jestem.
Sprzęt w dłonie i jedziemy z robota…



Ceremonia ślubu miała miejsce w kościele Opatrzności Bożej w Bielsku-Białej. Tutaj byłem pierwszy raz.
Mimo iż nie raz przejeżdżałem obok tej świątyni, nie zwracałem zbytniej uwagi. Dopiero będąc w środku odkryłem jej barokowy urok.
Wieloma zaułkami, bocznymi nawami i wąskimi oknami tworzy swoisty klimat.
Msza zaczęła się z lekką obsuwą. Cóż…Ślub przed nami się przeciągnął.
Kościoły w środku miasta mają to do siebie że raczej kiepsko tam z parkingami i to spowodowało lekką nerwowość właściwie wszystkich, w tym także mnie.
Potem całe szczęście było już tylko lepiej.
Jak już pisałem super klimat, świetne kazanie, które ksiądz rozpoczął od….rosołu i przyprawy, trochę łez i sporo uśmiechu.



Szybkie pakowanie sprzętu i w dalszą drogę.
Iza i Adrian na zabawę weselną wybrali Szczyrk. Dokładniej Salę Balową pod Skrzycznem.
Tutaj gościłem już kilka razy.
Sala, obsługa, wszystkie detale jak zawsze przygotowane perfekcyjnie. Lubię tu fotografować wesela.
Wiem czego mogę się spodziewać, a pozostałe niewiadome zawsze można dokładnie ustalić z menegerem Robertem.
Dla Was może to mało istotny drobiazg ale nawet nie wiecie jak bardzo ułatwia to pracę.
Co z weselem zapytacie?
Zaczęło się spokojnie.
Na luzie.
Ale jak już się rozkręciło to żal było kończyć pracę…



O plenerze będzie krótko.
Początek to kilka fotek nad wodospadem w Wiśle. Druga część to mocno romantyczna sesja przy zachodzącym słońcu na Równicy w Ustroniu.
Nic dodać, nic ująć.
Teraz macie już wyobrażenie dlaczego postanowiłem się z Wami podzielić tym reportażem.